Jak wysokie odszkodowania sądy przyznają pacjentom?
Sprawy sądowe
dodaj komentarz
Pacjent pozywa szpital lub lekarza do sądu cywilnego w celu uzyskania odszkodowania (za wyrządzenie szkody – np. wykonanie artroskopii nie tego kolana, co trzeba) lub zadośćuczynienia (za cierpienia – np. związane z bólami w zdrowym kolanie po zbędnej artroskopii). Wysokość odszkodowań i zadośćuczynień, przyznawanych przez sądy pacjentom, jest jednym z tych zagadnień, które bardzo interesują lekarzy. Przepisy ustawy z dnia z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U.16.93 ze zm.) nie wprowadzają górnej granicy odszkodowań i zadośćuczynień, co oznacza, że obowiązuje ty zasada sky is the limit, a wysokość odszkodowania lub zadośćuczynienia w konkretnym przypadku zależy od okoliczności danej sprawy. Zaprezentowane poniżej sumy odszkodowań lub zadośćuczynień były zatem w realiach określonej sprawy, w opinii orzekającego sądu, adekwatne do szkody lub krzywdy, poniesionej przez pacjenta. Poniższy wybór ma zatem charakter poglądowy i nie oznacza, że w jakichkolwiek innych sprawach (być może na pierwszy rzut oka podobnych) wysokość odszkodowania lub zadośćuczynienia będzie taka sama lub zbliżona.
Wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 13 czerwca 2007 r. (sygn. akt VI ACa 1246/06) przyznano pacjentowi 100 000 złotych tytułem odszkodowania za niepoinformowanie go o ryzyku operacji. Sprawa zaczęła się od tego, że pacjent został przyjęty do szpitala z rozpoznaniem choroby wieńcowej ze stanem po zawale mięśnia ściany dolno-tylnej i prawej komory serca, a także hipertrójglicerydemii i hiperurykemii. Po badaniach stwierdzono krytyczne zwężenie w proksymalnym segmencie prawej tętnicy wieńcowe, ciasne w początkowym odcinku tętnicy pośredniej, istotne w początkowym segmencie gałęzi przedniej zstępujące oraz upośledzoną kurczliwość i podwyższone ciśnienie końcoworozkurczowe komory lewej, w związku z czym pacjentowi zaproponowano leczenie operacyjne. Pacjent podpisał zgodę na operację. Po operacji wystąpiło powikłanie w postaci udaru mózgu z porażeniem lewostronnym. Rozstrzygający tę sprawę sąd uznał, że w trakcie operacji nie doszło do błędu lekarskiego rozumianego jako działanie lub zaniechanie sprzeczne z aktualnym poziomem wiedzy i praktyki medycznej. Jednocześnie sąd ustalił, że pacjent nie został jednak poinformowany o planowanym przebiegu operacji i ewentualnych powikłaniach mogących wystąpić w wyniku zabiegu. W tej sytuacji sąd uznał, że powikłania, które wystąpiły u pacjenta, obciążają lekarzy i przyznał mu odszkodowanie.
Sąd Apelacyjny w Poznaniu wyrokiem z dnia 13 lipca 2011 r. (sygn. akt I ACa 57/11) przyznał pacjentowi 220 000 złotych tytułem odszkodowania za niepoinformowanie i uniemożliwienie podjęcia samodzielnej decyzji. W tej sprawie chodziło o to, że pacjent zgłosił się na ostry dyżur laryngologiczny do pozwanego z powodu utknięcia mu w przełyku gumy do żucia. W szpitalu dokonano usunięcia gumy przy pomocy bronchoskopii sztywnej po wcześniejszym znieczuleniu miejscowym. Po zabiegu wystąpiły u pacjenta duszności, pogorszenie oddychania, rozpierające bóle w klatce piersiowej i kaszel – lekarze stwierdzili odmę śródpiersiową, będącą wynikiem perforacji przełyku. Jak ustalił sąd, uszkodzenia ściany przełyku są powikłaniem samoistnym w zabiegach tracheobronkoskopi, występującym w 0,5 do 4% przypadków. Pacjent po opuszczeniu szpitala pozwał go, argumentując że lekarze nie udzielili mu informacji o tym, iż w jego przypadku można było do usunięcia gumy z przełyku zastosować fiberobronchoskop, który minimalizuje ryzyko perforacji przełyku i daje dogodniejszy wgląd w drogi oddechowe. W tej sprawie – na podstawie opinii biegłych – sąd wskazał, że można było zastosować dwie metody leczenia: bronchoskopię sztywną albo bronchoskopię giętką (fiberbronchoskopię). Równocześnie sąd zwrócił uwagę, że zgodnie z art. 31 ust. 1 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz.U.2011.277.1634 ze zm.), lekarze mają obowiązek poinformowania o „możliwych metodach leczniczych” oraz „o dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania” w celu umożliwienia pacjentowi podjęcia świadomego wyboru co do metody leczenia. W związku z brakiem dowodów na wykonanie obowiązku informacyjnego sąd ustalił, że lekarze nie uzyskali od pacjenta świadomej zgody na zabieg. W tej sytuacji sąd uznał, że powikłania, które wystąpiły u pacjenta (który co trzeba zaznaczyć przeszedł 9 wysokospecjalistycznych operacji, z cięciami szyjnymi, górnego otworu klatki piersiowej oraz żeber i drenażem śródpiersia), obciążają lekarzy i przyznał mu odszkodowanie.
W innej sprawie, w której przyznano 166 000 złotych zadośćuczynienia za błąd okołoporodowy (wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 3 kwietnia 2008 r., sygn. akt I ACa 109/08), chodziło o to, że lekarz podjął decyzję za pacjentkę o sposobie ukończenia ciąży w przypadku, w którym istniały dwie, alternatywne możliwości jej rozwiązania (należy jednak podkreślić, że co do zasady kobieta nie może sobie wybrać sposobu ukończenia ciąży – np. zażyczyć sobie cesarskiego cięcia). Jak ustalono w postępowaniu, do porodu zgłosiła się kobieta w 40 tygodniu ciąży z rozpoczętą akcją porodową. W badaniu USG oceniono masę płodu na około 4500 gramów (okazało się potem, że noworodek ważył 5320 g i mierzył 64 cm). Jak wskazali biegli, przy szacowaniu masy ciała płodu w USG należy uwzględnić około 20% błąd. Oznacza to, że realna waga płodu, którego masę USG ocenia na 4500 gramów, może się wahać o około 1000 gramów. Tym samym istniało prawdopodobieństwo urodzenia płodu o masie ciała od 3500 gramów do 5500 gramów. W tej sytuacji, co podkreślili biegli, lekarz postępujący z zachowaniem właściwej ostrożności powinien rozważyć zarówno cesarskie cięcie, jak i kontynuowanie porodu siłami natury. W związku z tym sąd stwierdził, że lekarz miał wynikający z art. 31 ust. 1 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty obowiązek: „[…] poinformowana matki powoda [tj. pacjenta – uwaga własna], która posiada pełne prawo do uczestnictwa w podejmowaniu ważkich decyzji dotyczących porodu jej dziecka. Od niej należało uzyskać świadomą zgodę na poród siłami natury i czy chce ponieść ryzyko wystąpienia dystocji barkowej, czy też chce uniknąć tego ryzyka poprzez ukończenie porodu cesarskim cięciem. Z powyższego wynika, iż lekarz pozwanego szpitala nie postąpił zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej i ponosi winę za nieprawidłowy sposób urodzenia noworodka i w związku z tym doznanych przez niego uszkodzeń ciała i uszczerbku na zdrowiu”. Ponieważ powikłania okołoporodowe w postaci dystocji barkowej płodów o stosunkowo wysokiej masie urodzeniowej się zdarzają sąd uznał, że wina lekarza nie polega na prowadzeniu porodu siłami natury, lecz na zdecydowaniu o sposobie rozwiązania ciąży za pacjentkę.
W innej sprawie, dotyczącej kontynuowania porodu siłami natury pomimo naglących wskazać do cesarskiego cięcia zasądzono na rzecz pacjent 250 000 złotych zadośćuczynienia (wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 11 kwietnia 2012 r., sygn. akt I ACa 552/11). Sprawa zaczęła się od tego, że matkę pacjenta przyjęto do szpitala w czterdziestym pierwszym tygodniu pierwszej ciąży i dziewięć dni po upływie spodziewanego terminu porodu. W momencie przyjęcia do szpitala nie stwierdzono czynności porodowej, a stan pacjentki oceniono jako dobry. W związku z powyższym lekarz zdecydował, że należy czekać na rozwój akcji porodowej i zlecił podpięcie pacjentki pod KTG. Wyniki tych zapisów każdorazowo były prawidłowe i świadczyły o dobrym stanie płodu i czystych wodach płodowych. Potem jednak pojawiły się w KTG objawy zagrożenia płodu, zaobserwowano zielone wody płodowe, a akcja porodowa nadal nie postępowała pomimo podania wlewów naskurczowych z oksytocyny. Po zdiagnozowaniu zielonych wód płodowych oraz cech zagrożenia płodu w KTG nie podjęto decyzji o rozwiązaniu porodu poprzez cesarskie cięcie, lecz zdecydowano o kontynuowaniu porodu siłami natury. W tej sytuacji sąd – oczywiście po zasięgnięciu opinii biegłych – uznał, że błędem lekarzy było dalsze prowadzenie porodu siłami natury pomimo wystąpienia naglących wskazań do cesarskiego cięcia. W efekcie tego błędu, jak podkreślił sąd, zdrowy płód stał się chorym dzieckiem, co przesądza o konieczności zadośćuczynienia.
W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę, że często o przyznaniu odszkodowania lub zadośćuczynienia przesądza zaniechanie pewnych badań i kontynuowanie leczenia w oparciu o niepełne dane. Sytuacja taka miała miejsce w sprawie zakończonej wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 8 lutego 2006 r. (sygn. akt I ACa 1131/05). W sprawie tej sąd uznał winę lekarza prowadzącego i zasądził od szpitala kwotę 477 640 złotych. Pacjentkę zakwalifikowano do indukcji porodu, na którą wyraziła zgodę. W celu wywołania porodu pacjentce podano kroplówkę naskurczową, w wyniku czego wyzwoliła się czynność skurczowa mięśnia macicy o miernym nasileniu. W podłączonym KTG występowały w zapisie okresowo pojedyncze deceleracje. Zaniechano jednak przebicia pęcherza płodowego i pobrania do badania PH. Po stwierdzeniu pełnego rozwarcia, przebito pęcherz płodowy, z którego odpłynęły zielone wody. Akcja porodowa osłabła. W związku z czym po około 40 minutach zdecydowano się ukończyć poród operacyjnie za pomocą próżniociągu, ale dwukrotna próba trakcji była nieudana. Po kolejnych kilkunastu minutach rozpoczęto cięcie cesarskie. Po otwarciu powłok brzusznych stwierdzono rozległe pęknięcie przedniej ściany macicy z obfitym krwawieniem do jamy otrzewnowej i smółkę na brzegach pęknięcia. Wydobyto płód donoszony, płci męskiej bez oznak życia, który następnie zaintubowano i podłączono do respiratora (obecnie dziecko ma stwierdzoną ciężką, 4-koniczynową postać mózgowego porażenia dziecięcego, z którym wiąże się upośledzenie umysłowe stopnia głębokiego oraz zatrzymanie rozwoju ruchowego). W dalszej części operacji wykonano nadszyjkowe wycięcie macicy bez przydatków i przesłano do badania histopatologicznego, które wykazało nacieki komórek syncytailnych (łożyskowych) mięśnia macicy powodujące jego stan zapalny. Było to główną przyczyną pęknięcia macicy w czasie akcji porodowej. W tej sprawie sąd ustalił, że decyzja o operacyjnym rozwiązaniu ciąży była spóźniona o około 1 godzinę, gdyż zaniechano wykonania badania PH krwi włośniczkowej ze skalpu płodu, które należało wykonać w sytuacji powtarzających się pojedynczych deceleracji i miernie rozwijającej się akcji porodowej.
Także w sprawach z szeroko pojętej chirurgii dochodzi często do różnego rodzaju przypadkowych urazów. W sprawach tych sądy nie są pobłażliwe dla lekarzy i przyjmują, że winą lekarza jest niedołożenie najwyższej staranności, która jest możliwa przy obecnie stosowanych metodach leczenia danego schorzenia i zabiegach standardowo wykonywanych. Przykładem takiego rozstrzygnięcia może być wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 12 października 2007 r. (sygn. akt I ACa 920/07). W tej sprawie sąd przyznał pacjentowi 150 000 złotych odszkodowania za to, że lekarz podczas zabiegu litotrypsji nefroskopowej metodą PCNL przeciął fragment jelita grubego na odcinku okrężnicy przez co doszło do rozprzestrzenienia się bakterii kałowych wewnątrz organizmu i ostatecznie do powstania ropniaków płuca prawego, którego fragment został usunięty po dekortykacji płuca prawego podczas operacji torakochirurgicznej. Wina lekarza w tym wypadku, zdaniem Sądu, nie budzi najmniejszych wątpliwości, gdyż wszystkie powikłania, które wystąpiły u pacjenta, związane były z uszkodzeniem narządu sąsiadującego, tj. okrężnicy, co nie jest normalnym, zwyczajnym skutkiem zabiegu.
W podsumowaniu chciałbym wrócić do stwierdzenia zawartego na wstępie – o wysokości odszkodowania i zadośćuczynienia decydują okoliczności sprawy. Im większa szkoda, im większe cierpienie, im więcej błędów w postępowaniu lekarza, im więcej zaniechań, im gorsza organizacja pracy oddziału szpitalnego, tym odszkodowanie i zadośćuczynienie są wyższe. Są takie sprawy, które sąd oddala nie dopatrując się błędu lekarza czy szpitala (zob. np. Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 12 października 2006 r., sygn. akt I ACa 838/06), są takie, gdzie sąd widzi błąd i przyznaje kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych odszkodowania (zob. np. wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 13 czerwca 2007 r., sygn. akt VI ACa 1246/06), wreszcie są takie, w których sąd widząc znaczne natężenie błędów i zaniechań, a także szkody pacjenta przyznaje milionowe odszkodowania (zob. np. dotyczący błędów okołoporodowych wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie, sygn. akt 200/12, w którym przyznano 1 300 000 złotych odszkodowania).
Radosław Tymiński
