21.01.2026

Dlaczego reforma porodówek nie wystarczy? Głos w dyskusji

category Komentarze comments dodaj komentarz

  Ostatnio w przestrzeni medialnej pojawiają się wzbudzające dużo emocji informacje o zmianach w organizacji opieki okołoporodowej, o zamykaniu porodówek, o kontrolach na oddziałach ginekologiczno-położniczych. Co chwilę rodzą się też nowe pomysły w sprawie opieki nad rodzącą – ostatnio znowelizowano rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu lecznictwa szpitalnego, w którym dodano możliwość posiadania przez każdy szpital co najmniej jednej położnej w miejscu udzielania świadczeń opieki zdrowotnej i możliwość realizowania opieki nad kobietą w ciąży przez położną (zmiana wchodzi w życie 31 stycznia 2026 r.). Wszystkie te działania i pomysły są w mojej opinii w jakiś sposób użyteczne, choć nie rozwiązują problemu.

  Punktem wyjścia do dalszej analizy problemu musi być stwierdzenie, że obecna sytuacja nie jest bezpieczna dla pacjentek. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że położnictwo jest w wielu przypadkach mało opłacalne finansowo. Zacznijmy bowiem od tego, że szpitale otrzymują za poród drogami natury ze znieczuleniem 11.514 zł. Kwota ta, choć nie jest mała, musi być odnoszona do liczby porodów, ponieważ wg szacunków organizacji pozarządowych pozwala na zbilansowanie się oddziału położniczego przy około 800 porodach rocznie. W tym stanie rzeczy możemy stwierdzić, że przy tej wycenie, która jest stała i nie zależy od liczby porodów (może być jednak zwiększona o około 1000 zł przy spełnieniu pewnych warunków), bilansować się będą wyłącznie szpitale z większych ośrodków. Prowadzi to zatem do tego, że we wszystkich innych szpitalach będą szukane oszczędności lub generowane straty, wynikające z tego, że do oddziału położniczego należy dokładać. W sposób oczywisty wpływa to na jakość i bezpieczeństwo opieki nad pacjentem, ponieważ największym kosztem oddziału położniczego są pensje personelu. Prowadzi to więc do szukania oszczędności na pensjach i – z czym się spotykam – przerzucaniu lekarzy na dyżury pod telefonem, łącznia dyżuru na ginekologii z dyżurem na chirurgii (chirurg jak trzeba zrobi cesarskie cięcie), obsadzaniem dyżurów rezydentami od początku ich drogi (w wielu ośrodkach dyżurują rezydenci od I miesiąca specjalizacji) i wieloma innymi z reguły mało przemyślanymi praktykami.

  Ale utrzymywanie oddziału, który ma poniżej 400 porodów rocznie, jest też problematyczne z innego powodu. Należy bowiem zwrócić uwagę, że doświadczenie jest wprost proporcjonalne do liczby przepraktykowanych sytuacji. Oznacza to, że im więcej porodów dany lekarz czy położna przyjęli tym są sprawniejsi i kompetentniejsi, co powoduje, iż dany oddział jest bezpieczniejszy dla pacjentki. Tym samym powstaje pytanie o bezpieczeństwo pacjentek i ich dzieci na oddziałach, których personel z racji małej liczby porodów nie nabywa wystarczającego doświadczenia lub nie utrzymuje umiejętności medycznych na odpowiednim poziomie. Wnioski te potwierdzają liczne badania naukowe, z których wynika, że w sytuacjach kryzysowych doświadczeni lekarze osiągają lepsze rezultaty niż ci mniej doświadczeni.

  Z tych względów wydaje się nieuniknione likwidowanie oddziałów położniczych w szpitalach, w których odbiera się zbyt mało porodów. W moim przekonaniu decyzja ta powinna być podjęta na podstawie odgórnie przyjętego kryterium minimalnej liczby porodów, której nieosiągnięcie w określonym czasie (np. 2 lat) powoduje konieczność zamknięcia danego oddziału.

Powstaje jednak pytanie, jak zapewnić bezpieczeństwo pacjentkom z małych ośrodków czy wsi, w których czas dojazdu do większego ośrodka i szpitala może być dłuższy. W tym kontekście odpowiedzą wydaje się zmiana aktualnej polityki zdrowotnej. Przede wszystkim uważam, że należy zmienić sposób profilowania szpitali – obecnie dominuje zakorzeniony w przeszłości model opieki wielospecjalistycznej w szpitalach od I do III stopnia referencyjności. Oznacza to, że każdy szpital powiatowy (I stopień referencyjności) ma wiele oddziałów o różnych profilach (najczęściej internę, chirurgię, ortopedię, pediatrię, ginekologię, anestezjologię, SOR). W moim przekonaniu polityka zdrowotna powinna dążyć do tego, żeby każdy szpital powiatowy miał oddziały podstawowe (w moim przekonaniu są to: interna, pediatria, geriatria, SOR), zaś w ramach województwa wyznaczono szpitale powiatowe, które mają oddziały dodatkowe – i tak jeden szpital miałby dodatkowo: ginekologię, położnictwo i neonatologię, drugi: chirurgię urazowo-ortopedyczna, trzeci: chirurgię ogólną i specjalistyczną. Prowadziłoby to nie tylko do lepszej dyslokacji zasobów kadrowych, lecz także do braku konkurowania o lekarzy, zamieszkałych na tym samym obszarze.

  Z uwagi na powyższe uważam, że rozwiązaniem nie jest tworzenie domów narodzin, sal porodowych na SOR-ach czy inne tego typu działania, lecz podejście kompleksowe, zmieniające model opieki w powiecie nad pacjentem.

 

Radosław Tymiński

Komentarze

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies i zastrzeżeń prawnych.