27.03.2026

Dlaczego polska ochrona zdrowia potrzebuje odwagi, a nie kolejnej reformy?

category Komentarze comments dodaj komentarz

Dziś komentarz do sposobu, w którym zarządza się ochroną zdrowia w Polsce. Ostatnie wypowiedzi różnych osób skłoniły mnie do tego, żeby – nie wchodząc w kwestie polityczne – zwrócić uwagę na podstawowe bolączki naszego systemu ochrony zdrowia. Przede wszystkim polski model ochrony zdrowia choruje na cztery choroby, o których każdy wie, ale nikt tego nie chce głośno powiedzieć. Pierwsze rozpoznanie: system nie wymusza jakości ani prawidłowości udzielania świadczeń (opierając się w przeważającej większości jedynie na metodach statystyczno-ilościowych). Drugie rozpoznanie: wymogi się wprowadza, ale się nie weryfikuje ich przestrzegania. Trzecie rozpoznanie: znane od lat bolączki opieki zdrowotnej nie są rozwiązywane z powodu konfliktu polityczno-światopoglądowego. Czwarte rozpoznanie: system wymaga współpłacenia przez pacjenta w niektórych sytuacjach.

   Nie będę prowadził szerokiej analizy prawno-systemowej, ponieważ nie jest to miejsce na to, ale warto wskazać, że kolejne rządy nic istotnego w systemie ochrony zdrowia nie zmieniają. Mogę powiedzieć, że trzy poważniejsze zmiany systemowe, które zostały dokonane w ciągu ostatnich 30 lat to: likwidacja rejonizacji (w mojej opinii bardzo pozytywna zmiana), likwidacja kas chorych (w mojej opinii bardzo negatywna zmiana), wprowadzenie opieki koordynowanej w POZ (w mojej opinii trudno ocenić, brak rzetelnych danych o skutkach dla pacjenta). Inne szumnie zapowiadane reformy polegają na doraźnych rozwiązaniach, które wiele mieszają po to, żeby nic nie zmienić.

   Pierwsze rozpoznanie – system nie wymusza jakości ani prawidłowości udzielania świadczeń. Paradoksem polskiej ochrony zdrowia jest to, że w większości przypadków weryfikowanie jakości odbywa się na podstawie deklaracji zainteresowanego. Przykład pierwszy z brzegu: autoryzacja szpitala do udzielania świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Autoryzację dostaje się na podstawie wniosku zainteresowanego, warunkową autoryzację można dostać nawet bez wizyty autoryzacyjnej. A nawet jak wizyta autoryzacyjna się odbywa, to obecna praktyka sprowadza się do sprawdzenia zgodności formalnej wniosku ze stanem rzeczywistym (szpital zadeklarował, że ma 4 nefrologów, więc sprawdzany, czy ma cztery umowy). W praktyce oznacza to, że szpital sam sobie udziela autoryzacji.

   Drugie rozpoznanie – wymogi się wprowadza, ale się nie weryfikuje ich przestrzegania. Pierwszy przykład z brzegu: od 2021 r. istnieje obowiązek prowadzenia dokumentacji medycznej w postaci elektronicznej, jednak wypełnienia tego obowiązku nikt nie kontroluje. Powoduje to, że wiele podmiotów leczniczych ma dokumentację papierową (jawne łamanie prawa), a pomimo tego nie ponosi żadnych konsekwencji. Znam przypadki, w których podmioty te mają: autoryzację, kontrakt z NFZ, otrzymują akredytację do kształcenia rezydentów czy inne akredytacje i certyfikaty. W ostateczności to pacjent na tym traci, ponieważ jego prawa nie są tak respektowane tak, jak powinny być (nie wspomnę o RODO, które od 2018 r. nie przyjęło się jeszcze w wielu podmiotach leczniczych – wyjaśnieniem tego, dlaczego się tak dzieje, jest liczba planowych kontroli PUODO w podmiotach leczniczych i liczba nałożonych kar za stwierdzone naruszenia).

   Trzecie rozpoznanie – znane od lat bolączki opieki zdrowotnej nie są rozwiązywane z powodu konfliktu polityczno-światopoglądowego. Jest oczywiste, że w obszarze prawa medycznego istnieje wiele punktów, gdzie mogą się zderzyć różne światopoglądy. Do najbardziej znanych należą kwestie związane z: aborcją, zaprzestaniem terapii daremnej, statusem embrionu, przeszczepieniem organów. Jest oczywiste, że może to powodować dylematy i problemy u osób wykonujących zawody medyczne. Jednakże rolą prawa jest rozstrzygnięcie pewnych dylematów przez ustawodawcę a nie ich przemilczenie. Niestety z powodów polityczno-światopoglądowych wiele kwestii polski ustawodawca pomija, milcząco przerzucając całe ryzyko na osoby wykonujące zawody medyczne. Przykład pierwszy z brzegu: zaprzestanie terapii daremnej. W polskim prawie bardzo trudno jest odróżnić zaprzestanie terapii daremnej od eutanazji biernej, czyli przestępnego spowodowania śmierci danej osoby poprzez zaniechanie jej intensywnego leczenia. W zasadzie można powiedzieć, że różni je jedynie motywacja sprawcy – oznacza to, że znamiona czynu są takie same. A więc każda decyzja o zaprzestaniu intensywnej terapii z powodu jej daremności to de facto spełnienie znamion przestępstwa. W praktyce powoduje to, że lekarze mogą się bać podejmować trudne decyzje, ponieważ ponoszą całe ryzyko z tym związane.

   Czwarte rozpoznanie – konieczność współpłacenia przez pacjenta w niektórych sytuacjach. W obecnym systemie problemem jest to, że mamy kolejki i długi czas oczekiwania na wizytę w kluczowych miejscach systemu. Pierwszy przykład z brzegu: SOR. Dane statystyczne pokazują, że w 2025 r. w 251 polskich SOR-ach udzielono około 5 mln świadczeń zdrowotnych ponad 4 mln pacjentów. Równocześnie co najmniej 50% tych wizyt nie miało uzasadnienia medycznego, co oznacza, że stan zdrowia pacjenta pozwalał mu skorzystać z POZ lub NPL. Powoduje to, że osoby rzeczywiście potrzebujące czekają za długo (np. pacjent z udarem) lub niekiedy nawet nie są w stanie doczekać się na wizytę u lekarza. W moim przekonaniu rozwiązaniem tego problemu jest to, że za nieuzasadnioną medycznie wizytę na SOR należałoby zapłacić drobną kwotę np. 50 czy 100 zł. Uważam, że pozwoliłoby to na osiągnięcie jednego podstawowego celu: zniechęcenie osób niepotrzebujących wizyty na SOR do korzystania z niego i przekierowanie tych osób na bezpłatne POZ-y i NPL-e.

   Podsumowując, nasz system nie potrzebuje kolejnych wielkich reform, lecz przede wszystkim dwóch rzeczy. Istnieje wiele kwestii prawno-organizacyjnych, które można zmienić (np. struktura szpitalnictwa wg mnie wymaga zmiany), jednakże polepszenie sytuacji faktycznej i prawnej pacjentów oraz osób wykonujących zawody medyczne wcale nie wymaga wielkich reform tylko konsekwencji i odwagi. Nie ulega dla mnie bowiem wątpliwości, że niektóre decyzje wymagają odwagi (np. o narzuceniu opłaty za niezasadną wizytę na SOR), jednakże mogą pozwolić uratować wielu pacjentów.

 

Radosław Tymiński

 

PS. Ten komentarz jest głosem osoby, która jako prawnik w ochronie zdrowia od ponad 20 lat obserwuje świadomie system ochrony zdrowia i jego bolączki z różnych perspektyw.

Komentarze

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies i zastrzeżeń prawnych.