Dlaczego lekarzy łatwo pozwać? Analiza subiektywna.
Sprawy sądowe
dodaj komentarz
Niestety zawarta w pytaniu teza (że lekarzy łatwo pozwać) jest prawdziwa. Pomagając lekarzom już od kilku lat w sprawach sądowych, mogę przedstawić kilka subiektywnie ocenionych powodów, które sprawiają, że lekarze są stosunkowo łatwymi ofiarami różnego rodzaju pozwów lub zarzutów. Każdy z tych powodów może występować osobno, najczęściej występują one jednak razem w rożnych kombinacjach.
Powód pierwszy – nieprawidłowe prowadzenie dokumentacji medycznej. Dokumentacja medyczna ma w procesach sądowych podwójne znaczenie: jest dowodem wystąpienia i przebiegu określonego zdarzenia (stanu pacjenta, wykonanych badań, wskazań itd.) oraz stanowi podstawę do sporządzenia opinii przez biegłych sądowych. Dlatego staranne prowadzenie dokumentacji medycznej odgrywa tak istotną rolę. W tym miejscu można wskazać całą litanię wad dokumentacji medycznej, z których wymienię 5 najczęściej występujących: brak opisu stanu ogólnego pacjenta (w jednej ze spraw lekarka nie wpisała, że objaw Blumberga negatywny – teraz pozwano ją o to, że nie rozpoznała zapalenia wyrostka robaczkowego. Ta pani doktor tłumaczyła mi, że jak nie wpisała to znaczy, że było prawidłowo – niestety sąd uznaje, że jak nie wpisano to znaczy, że nie zbadano), brak uzasadnienia dla podjęcia pewnych interwencji medycznych (np. lekarz rozszerza zakres zabiegu i nie wskazuje powodów tego działania w dokumentacji medycznej), nieczytelność (wielokrotnie zdarzyło mi się, że lekarz nie umiał odczytać sam tego, co napisał), niewpisywanie udzielonych pacjentowi informacji (patrz: http://prawalekarzy.pl/zgoda-i-informowanie/jak-udowodnic-ze-chory-byl-informowany), niewpisanie ważnych informacji dotyczących pacjenta (np. faktu skonsultowania pacjenta czy faktu pozostawania pod wpływem alkoholu). Wszystkie te braki są oczywiście nieważne, jeżeli lekarz nie staje przed sądem, natomiast jeżeli już zostanie pozwany, to każda z ww. wad dokumentacji medycznej może być wykorzystana przeciwko niemu.
Powód drugi – brak wiedzy o prawie. Lekarze nie tylko nie mają podstawowych wiadomość o prawie i jego interpretacji, lecz także nie znają przepisów związanych z wykonywaniem zawodu lekarza. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka: po pierwsze, programy nauczania na wydziałach lekarskich i lekarsko-dentystycznych traktują po macoszemu zagadnienia prawne w toku kształcenia studentów (rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 9 maja 2012 r. w sprawie standardów kształcenia dla kierunków studiów: lekarskiego, lekarsko-dentystycznego, farmacji, pielęgniarstwa i położnictwa w odniesieniu do lekarzy obowiązkowe zagadnienia prawne wskazuje w kategorii programowej G, zaliczając do nich: higienę, epidemiologię, zdrowie publiczne, prawo medyczne oraz medycynę sądową, i przewiduje na to wszystko tylko 100 godzin zajęć w toku studiów, u lekarzy dentystów zaś tylko 75!); po drugie, na różnego rodzaju egzaminach medycznych (LEP, LEK, PES) zagadnienia prawne są marginalizowane (np. na jednym z ostatnich PES-ów z medycyny rodzinnej tylko 2 pytania na 120 dotyczyło zagadnień prawnych); po trzecie, często zajęcia prawne – jeżeli już są na danej uczelni – prowadzą lekarze lub przypadkowi prawnicy, którzy nie zajmują się w praktyce tą tematyką.
Powód trzeci – problemy w relacjach z innymi ludźmi. Wśród lekarzy często dochodzi do tarć interpersonalnych, które skutkują potem rozszerzeniem pola konfliktu. W praktyce spotkałem się z tym, że wielu sprawach przyczyną pozwania lekarza lub skierowania sprawy do prokuratury było „podłożenie świni” (np. jeden lekarz podpuszczał pacjentów przeciwko innemu lekarzowi po to, żeby wykluczyć tamtego z możliwości ubiegania się do stanowisko ordynatora). Innym problemem są konflikty z pielęgniarkami, które często czują się źle traktowane i pozwalają sobie na komentarze o kompetencjach lekarza przy pacjentach (z tego powodu w jednym z oddziałów skierowano przeciwko lekarzom 16 pozwów i skarg). W wielu sprawach, które znajdują swój finał przed sądem, pacjenci opisują lekarza jako niemiłego, małomównego, zdenerwowanego lub nieprzystępnego.
Powód czwarty – godzenie się na pracę w niebezpiecznych warunkach. Lekarze nie tylko dużo pracują (co powoduje przemęczenie i samo w sobie jest niebezpieczne), lecz także często godzą się na pracę w warunkach organizacyjnych, które w sposób wyraźny zwiększają niebezpieczeństwo popełnienia błędu. Przykładowo, jeden z moich klientów godził się na dyżurowanie na oddziale ginekologiczno-położniczym z anestezjologiem pod telefonem i jeden raz anestezjolog nie zdążył. W innej sprawie lekarz-stażysta z ograniczonym prawem wykonywania zawodu zgodził się zostać sam na dyżurze na neonatologii i niestety nieprawidłowo ocenił czynność oddechową noworodka. Lekarka, będąca na I roku specjalizacji z ginekologii i położnictwa, nie obudziła starszego dyżurnego, bojąc się, że będzie zdenerwowany, i nieprawidłowo oceniwszy pęknięcie krocza (była III, a nie II) źle je zszyła.
Powód piąty – biegli sądowi nie piszą rzetelnych opinii sądowo-lekarskich. Pisząc o „rzetelnych opiniach” nie ma oczywiście na myśli opinii korzystnych dla moich klientów, lecz opinie opracowane z należytą starannością oraz zgodnie z metodologią naukową. W tym względzie mam dużo zarzutów do biegłych, którzy przede wszystkim cechują się autorytatywnością, a nie naukową klarownością. Przedstawiane przez nich tezy nie są poparte piśmiennictwem naukowym czy wytycznymi towarzystw medycznych (dysponuję np. opinią, która jest sprzeczna z oficjalnymi wytycznymi PTG). Uzasadnienia opinii często charakteryzuje skrótowość i pobieżność, czasem także brak wskazania dowodów czy okoliczności, na których biegły oparł swoją opinię. Taki sposób sporządzania opinii mnie dziwi, gdyż opinia biegłego sądowego, tym bardziej jeżeli jest niekorzystna dla lekarza, powinna być przedstawiona z największą starannością i rzetelnością, ponieważ rozstrzyga o dalszych losach kolegi po fachu. Innymi słowy, biegły sądowy ma w swoim ręku życie zawodowe innego lekarza i musi być tego faktu świadomy – jeżeli widzi błąd w jego postępowaniu, to niech to napisze w sposób obiektywny, przekonujący i jednoznaczny.
Na koniec jeszcze raz podkreślam, że jest to zestawienie subiektywne, dokonane na podstawie spraw, którymi się zajmowałem, i rozmów, które z wieloma lekarzami przeprowadzałem.
Radosław Tymiński
