25.11
2013

Lekarz niedostosowany

category Sprawy sądowe comments dodaj komentarz

Janusz (imiona i niektóre okoliczności spraw zostały zmienione), 47 lat, ma specjalizację z medycyny ratunkowej i jeździł w karetce. Raz pojechał do pacjenta, który doznał urazu kręgosłupa na nartach. Człowiek ten był nietrzeźwy i odmówił udania się do szpitala. Po kilku dniach przywieziono go do szpitala z zupełnym porażeniem kończyn dolnych. Pacjent ten oskarżył Janusza o niewystarczające poinformowanie go o ryzyku odmowy udania się do szpitala i zażądał 2 mln złotych odszkodowania. Po trzech latach procesu sąd oddalił roszczenia pacjenta, uznając że informacja udzielona przez Janusza i odnotowana w dokumentacji medycznej była wystarczająca.

Adam ma 54 lata i dwie specjalizacje z ginekologii i położnictwa oraz seksuologii. Został oskarżony przez jedną z pacjentek o to, że nie rozpoznał u niej HPV, lecz leczył ją na nadżerki. Po pewnym czasie rozpoznano u pacjentki raka szyjki macicy i wdrożono chemioterapię oraz leczenie operacyjne. Kobieta zażądała 1,5 mln złotych odszkodowania za zbyt późne rozpoznanie raka. Po dwóch latach sąd oddalił roszczenie pacjentki, uznając że lekarz postępował prawidłowo, gdyż kobieta odmówiła wykonania płatnego badania na obecność HPV (koszt około 200 złotych), które lekarz zaproponował jej już na drugiej wizycie (przy prawidłowej cytologii).

Ania, 43 lata, ma specjalizację z protetyki stomatologicznej i robiła ze stomatologii dziecięcej. Miała podać dziecku znieczulenie miejscowe, jednakże wystraszyło się ono zastrzyku (nie było uprzedzone przez rodziców) i rzuciło gwałtownie głową, co spowodowało, że nabiło się policzkiem na igłę. Rodzice pozwali lekarkę. Po roku zawarła ugodę, jak mówi Ania „zgodziłam się na to dla świętego spokoju”, i zapłaciła 40 000 złotych odszkodowania i zadośćuczynienia.

Piotr, 45 lat, chirurg naczyniowy, wykonywał kiedyś operację usunięcia tętniaka aorty u otyłego pacjenta (168 cm wzrostu, 116 kilo wagi), kierowcy autobusu. Po operacji trudno było uruchomić pacjenta i doszło do zatoru tętnicy płucnej. Pacjent złożył zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu nieprawidłowego wykonania operacji przez lekarza. Biegły sądowy napisał, że powikłaniu w postaci zatoru tętnicy płucnej można całkowicie zapobiec poprzez podanie heparyny i że błąd Piotra polegał na ich niezaordynowaniu. Jak wykazał na podstawie dokumentacji medycznej (której biegły nie przeczytał do końca), zlecił podanie leków przeciwzakrzepowych i aspiryny, wtedy biegły zmienił zdanie i napisał, że jednak podanie heparyn zmniejsza ryzyko, choć go nie wyklucza. Po dwóch latach mordęgi (wzywanie na zeznania do prokuratury) postępowanie umorzono.

Takich przypadków opisywać mógłbym wiele, jednakże te cztery są w pewien sposób szczególne. Wielu lekarz, którym pomagam, wykazuje kompletny brak przygotowania mentalnego na proces sądowy. Jest dla mnie oczywiste, że swoją sprawę przeżywa się bardzo mocno. Jednakże w przypadku tych czterech nerwy związane ze sprawą przekroczyły pewną miarę – doprowadziły bowiem do zmian w ich życiu. Janusz porzucił wykonywanie zawodu lekarza i obecnie pracuje w firmie farmaceutycznej. Adam chodzi na terapię psychologiczną z powodu stanów lekowych i, jak sam mówi, „patologicznej utraty zaufania do pacjentów”. Ania zrezygnowała ze specjalizacji w zakresie stomatologii dziecięcej, a Piotr nie wykonuje już zabiegów operacyjnych („operatywa już nie dla mnie”) i pracuje jako lekarz-konsultant w jednej z dużych firm medycznych. Z rozmów z lekarzami, którym pomagałem, wynika, że lekarza nie przyznają się do tego, iż zostali pozwani przed swoimi kolegami z uwagi na silną obawę stygmatyzacji (otrzymania łatki „konowała”) i ostracyzmu środowiskowego. Z tego powodu chciałem pokazać te cztery przypadki nie po to, by straszyć, lecz po to, by uświadomić lekarzom, że obecnie wykonują zawód w czasach (na Zachodzie zresztą jest pod tym względem jeszcze gorzej), wymagających przygotowania się na sprawę sądową. Trzeba się więc zabezpieczać (dokumentacja medyczna!), szkolić, rozmawiać z osobami, które już miały sprawy sądowe, i pamiętać, że obecnie pacjenci pozywają wszystkich lekarzy, nie tylko tych złych. Jeżeli ktoś chciałby podzielić się swoim doświadczeniem w tego typu sprawach, to proszę o kontakt.

 

Radosław Tymiński

Komentarze

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies i zastrzeżenia prawne.