20.02
2016

Przykłady złych linii obrony, przyjmowanych często przez lekarzy

category Sprawy sądowe comments dodaj komentarz

  Podpisując z lekarzem umowę na pomaganie mu w danej sprawie sądowej, zawsze zobowiązuję się do zaproponowania lekarzowi linii obrony, czyli pewnej taktyki procesowej, zmierzającej do uzyskania korzystnego dla lekarza rozstrzygnięcia. Oczywiście wybór linii obrony nie oznacza, że lekarz jest winny, chodzi po prostu o optymalny dobór argumentów. Jeżeli jest taka możliwość, to wskazuję różne argumenty, którymi możemy się posłużyć, i je omawiam z lekarzem, analizując ich plusy i minusy. Ostatecznie to lekarz decyduje, które argumenty mają paść. Niekiedy zgłaszają się do mnie lekarze i ich obrońcy, którzy proszą skonsultowanie prawidłowości wybranych przez nich linii obrony. W wielu sprawach pojawia się tendencja do przyjmowania linii obrony, która z założenia nie będzie skuteczna. Poniżej kilka refleksji na trzy najczęstsze błędy w kwestii linii obrony.
  Pierwszym błędem, który bardzo często widzę w sprawach sądowych, jest błąd formalny, polegający na powierzaniu prowadzenia tej samej sprawy w dwóch (a czasem trzech) różnych sądach innym prawnikom. Najczęściej wygląda to tak, że np. sprawę karną prowadzi jakiś adwokat, a sprawę cywilną radca prawny. To duży błąd, ponieważ w takim przypadku mamy najczęściej do czynienia z dwiema, często wykluczającymi się, liniami obrony. Poza tym to, co zostało powiedziane w jednej sprawie ma znaczenie w innej. Przede wszystkim więc sugeruję, żeby sprawy sądowe dotyczące tego samego zdarzenia powierzać jednemu prawnikowi, który poprowadzi sprawę karną, cywilną i zawodową. W takim przypadku mamy pewność, że będzie jedna linia obrony.
  Drugi poważny błąd ma charakter merytoryczny. Przybiera on najczęściej postać zasłaniania się błędem innego lekarza (często konsultanta). Przeważnie wygląda to tak: ja nie rozpoznałem choroby, ale nie zrobił tego także lekarz konsultujący (np. ja nie rozpoznałem gruźlicy, ale także konsultujący pacjenta pulmonolog nie rozpoznał tej choroby). Taka linia obrony jest całkowicie chybiona, ponieważ w orzecznictwie sądowym jednoznacznie wskazano, że dla przypisania lekarzowi odpowiedzialności „bez znaczenia pozostaje okoliczność, że pacjenta później badał inny lekarz, który dopuścił się błędu diagnostycznego” (wyrok SN z dnia 3 września 2013 r., sygn. akt WK 14/13). W takich sytuacjach lepiej postawić tezę inaczej, np. tak, że przypadek pacjenta był tak niespecyficzny, iż zmylił kilku lekarzy.
  Trzeci błąd też ma charakter merytoryczny i polega na obciążaniu w zeznaniach (w charakterze świadka) innego lekarza. Najlepiej zobrazować to przykładem z zakresu ginekologii i położnictwa – lekarz, który zaniedbał pewnych badań, prowadząc ciążę pacjentki, wskazuje w zeznaniach liczne niedociągnięcia w postępowaniu lekarza ze szpitala. Ma to od razu dwojakie następstwa: po pierwsze, lekarz tak zeznający od razu może być pewnym, że lekarz ze szpitala przy pierwszej okazji zaatakuje jego i podkreśli jego niedociągnięcia; po drugie, to najpewniejszy sposób zainteresowania prokuratora lub rzecznika odpowiedzialności zawodowej prawidłowością swojego postępowania (dla każdego wytrawnego prokuratora jest to od razu sygnał ostrzegawczy: o ten człowiek chce odwrócić moją uwagę od siebie).
  Podsumowując, zachęcam wszystkich lekarzy do dokładnego przemyślenia linii obrony, zanim się którąś wybierze, i argumentów, których używa się w sądzie.

Radosław Tymiński

Komentarze

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies i zastrzeżenia prawne.