24.11
2013

Czy trzeba się bronić przed sądem lekarskim?

category Odpowiedzialność comments dodaj komentarz

Ostatnio coraz więcej osób zwraca się do mnie z ciekawym problemem, a mianowicie, czy w przypadku wszczęcia postępowania przez Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej i skierowania wniosku o ukaranie do sądu lekarskiego należy przyjąć aktywną postawę procesową czy pasywną.

Zwolennicy przyjęcia pasywnej postawy procesowej formułują trzy argumenty:

1) podjęcie obrony (m.in. poprzez powołanie pełnomocnika procesowego) w postępowaniu przed sądem lekarskim, może spowodować wrażenie milczącego przyznania się do winy i w konsekwencji negatywną ocenę danego lekarza;

2) prawidłowość postępowania medycznego obroni się sama i inni lekarze (sędziowie) będą potrafili właściwie ocenić ich postępowania i kontekst wydarzeń;

3) wielu lekarzy wychodzi z założenia, że izba lekarska jest dla nich i sąd lekarski nie może skazać lekarza bez arcyważnego powodu i bardzo mocnych dowodów.

            W moim przekonaniu argumenty te nie są słuszne i jedyną właściwą postawą jest tylko i wyłącznie aktywizm procesowy. Na rzecz tej tezy przemawia pięć podstawowych argumentów:

po pierwsze, sąd lekarski może orzekać bardzo dotkliwe kary dla lekarzy z karą pozbawienia prawa wykonywania zawodu włącznie. W związku z tym przyjęcie pasywnej postawy procesowej może skończyć się dla lekarza utratą możliwości wykonywania zawodu;

po drugie, sądy lekarskie, a w szczególności Rzecznicy Odpowiedzialności Zawodowej, mają skłonność do stwierdzania przewinienia zawodowego i wymierzania łagodnej kary (upomnienia lub nagany). W opinii wielu sędziów sądów lekarskich jest to bardzo dobry zabieg, gdyż satysfakcjonuje pacjenta, nie czyniąc krzywdy lekarzowi. Tę skłonność sądów lekarskich do szafowania karami honorowymi wykorzystują pełnomocnicy procesowi pacjentów, którzy mając wyrok sądu lekarskiego składają go jako dowód w sprawie cywilnej i żądają wysokich odszkodowań. Trzeba dodać, że wyrok sądu lekarskiego ma w sądach powszechnych (państwowych) wielką moc perswazyjną (sędziowie sądów państwowych myślą bowiem: „no skoro go skazali sami lekarze, to musiał to być gruby błąd”);

po trzecie, sądy lekarskie – z różnych przyczyn – popełniają błędy co do prawa. Zdarza się, że dokonują błędnej wykładni prawa lub przyjmują bądź odrzucają pewne dowody bez uzasadnienia. Niekiedy sąd zapomina o domniemaniu niewinności, czasem też eksponuje okoliczności, które nie mają znaczenia w sprawie (w jednej z ostatnich spraw, którą się zajmowałem, Naczelny Sąd Lekarski uchylił wyrok Okręgowego Sądu Lekarskiego z uwagi na to, że OSL nie odniósł się m.in. do wykonanej przez lekarkę epizjotomii – nie byłby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że lekarka została uniewinniona przez OSL od zarzutu niewykonania cesarskiego cięcia, a nacięcie krocza nie miało z tym nic wspólnego!). W takim wypadku pomoc profesjonalnego pełnomocnika procesowego może okazać się wielce użyteczna;

po czwarte, sądy lekarskie są niezależne merytorycznie od izby lekarskiej (występuje najczęściej jedynie powiązanie lokalowe), tak więc nawet w najbardziej przyjaznej lekarzom izbie może działać sąd, który jest niezwykle surowy i stanowczy;

po piąte, prawidłowość postępowania lekarskiego rzadko kiedy obroni się sama. Należy pamiętać, że sądy orzekają na podstawie dokumentacji medycznej, a ta jest w większości przypadków bardzo słaba. Dlatego koniecznym staje się powoływanie świadków i składanie wyjaśnień. Ponadto, sędziowie nie zawsze są specjalistami z dziedziny w sprawie, w której orzekają. Najczęściej specjalistą z tej dziedziny jest jeden z nich, reszta wykonuje specjalizacje bardzo odległe, czasem zaś w ogóle inne zawody. Na marginesie dodam, że jest moim zdaniem paranoją, iż w sprawie ginekologa (w sprawie, o której wspomniałem, dotyczącej niewykonania cesarskiego cięcia i epizjotomii) sędziami byli: chirurg stomatologiczny, otolaryngolog, neurolog, paradontolog oraz ginekolog. W moim przekonaniu jest niedopuszczalne, żeby lekarz dentysta oceniał postępowanie lekarza i na odwrót.

W związku z tym przyjęcie pasywnej postawy procesowej może skończyć się dla lekarza niesłusznym skazaniem, zawieszeniem prawa wykonywania zawodu oraz – w dalszej perspektywie – skutkować koniecznością wypłaty wysokiego odszkodowania. Z tego względu konsekwencje przyjęcia niewłaściwej postawy procesowej mogą się ciągnąć przez wiele lat. Dlatego uważam, że warto w postępowaniu w sprawie odpowiedzialności zawodowej przyjąć aktywną postawę procesową.

 

Radosław Tymiński

 

 

Komentarze

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies i zastrzeżenia prawne.